Cała Polska od kilku tygodni żyje problemem ustawionego na Krakowskim Przedmieściu drewnianego krzyża. Z pewnością nie jest to sprawa błaha, gdyż w pewnym sensie jesteśmy właśnie świadkami nowego definiowanie społecznego światopoglądu, jednak czy aby na pewno, jest to rzecz w tej chwili najważniejsza?
Podczas, gdy my zajmujemy się przerzucaniem argumentów na temat świeckości państwa, podziałami na Polskę A i Polskę B oraz odwoływanie się to do absolutu, to do jestestwa, nad naszymi głowami politycy podwyższają nam podatki, nie chcąc równocześnie powiedzieć jak dokładnie wygląda stan finansów publicznych. Jeśli zatem nie zajmiemy się tą sprawą to za parę tygodni możemy obudzić się w kraju, w których wszystko poczynając od takich rzeczy jak żywność, przez odzież fitness i tipsy, aż po benzynę i szczoteczki elektryczne podrożało w całkiem zauważalny sposób. Wtedy jednak będzie za późno, a my podzieleni i skłóceni nie będziemy nawet w stanie stwierdzić czy ta kradzież w białych rękawiczkach faktycznie ma służyć wspólnemu dobru jakie stanowi nasz kraj, czy może zaspokojeniu potrzeb ciągle rosnącego aparatu urzędników, który w przeciągu tylko ostatnich trzech lat rozrósł się o blisko 80 tysięcy etatów! Etatów praktycznie dożywotnich, z trzynastą pensją, płatnym urlopem i wieloma świadczeniami, za które zwykły obywatel musi słono płacić. Pomyślmy zatem chwilę, czy aby na pewno ktoś tutaj nie robi nas w balona?